SAMOBÓJSTWA

Materiał chroniony prawem autorskim

Data oryginalnej publikacji w internecie na www.hazardzisci.info       2006-06-01, 20:41

 

SAMOBÓJSTWA

 

Wszystkim, których mogłoby urazić to, co poniżej, mówię – przykro mi. Ale i tak wygląda „nasz” świat. Ten francowaty świat hazardu… Kiedy któryś z hazardzistów nie pojawiał się przez parę dni w kasynie ,zwykle nie wywoływało to żadnych komentarzy. Ale jeśli nieobecność przedłużała się wtedy wszyscy zaczynali się niepokoić. Dotyczyło to zarówno dyrekcji- wiadomo –straty. Nas –krupierów, zwłaszcza, jeśli lubiliśmy kogoś.
Ale najbardziej niepokoili się pozostali hazardziści.
Przyczyn nieobecności mogło być wiele. Choroba – jeżeli nie śmiertelna i nie wymagająca leżenia w szpitalu przeszkodą być nie mogła. Brak gotówki mógł być zwykłą niedogodnością ,ale od jej pokonania byli lichwiarze. Jakiekolwiek nieszczęście rodzinne bywało z reguły powodem odwiedzenia kasyna, by się odprężyć.
Zresztą dla hazardzisty, żadne kłody rzucane mu przez los pod nogi, nie mogły być przeszkodą w grze.
No chyba, że była to jego własna śmierć. Naturalna bądź samobójstwo.
Jeżeli samobójstwo, to albo udane albo była to próba samobójcza po której hazardzista musiał przyjść do siebie. Przed dalszą grą oczywiście.
Przypadki w  których absencja gracza w kasynie byłaby wynikiem podjęcia leczenia i zaprzestania gry zdarzały się tak rzadko, że jedynie rodziły oczekiwanie i zakłady, kiedy rekonwalescent przestanie się wygłupiać i wróci z powrotem. Z reguły, było to kwestią paru dni lub tygodni.
Samobójstwa, kiedy to hazardzista stawał się hazardzistą biernym czyli martwym budziły sporo emocji. Tygodniami snuto domysły  – dlaczego?
To, że mógł do samobójstwa doprowadzić hazard było z reguły ostatnią wersją na którą, aczkolwiek z rzadka, wpadali pozostali przy życiu hazardziści.

Do dzisiaj pamiętam historię samobójstwa niejakiego Sławka, który po przegraniu ostatnich 10 złotych,  nawiasem mówiąc pożyczonych od lichwiarzy, autostopem udał się do Zakopanego. Tydzień wałęsał się po mieście czekając na halny, po czym powiesił się w dworcowej toalecie chcąc zwalić wszystko na karb przyrody czyli wiejącego wiatru.
Z kolei Edek B. udał się w kierunku przeciwnym, bo do Gdańska.
Tam uprowadził z całą premedytacją kajak i udał się w stronę Szwecji czyli całkiem na północ. Reszty dokonały fale przyboju.

Najwięcej jednak emocji budziły nieudane próby samobójcze. To, że nieudane było dla hazardzistów znakiem ,że Opatrzność daje im jednak szansę na wygraną w dalszych grach.
Jeden z nich przez miesiąc opowiadał o tym, jak to po przegraniu ostatnich pieniędzy, w przypływie desperacji udał się do Kostrza, gdzie teren jest niezwykle zalesiony. Nie mając innego pomysłu i niczego innego pod ręką oprócz paska postanowił się powiesić. Przeszukując kieszenie, by znaleźć papierosa i ostatni raz zaciągnąć się dymem, znalazł cudem ocalały papierowy banknot. Było to 20 złotych, które po pijanemu usiłował podbić jako bilet w środkach komunikacji miejskiej o czym świadczył nadruczek kasownika.
Zaświtała w nim taka nadzieja, że się odegra, że założył czym prędzej pasek do spodni i stopem a potem biegiem, udał się do najbliższego kasyna. Tam wygrana w wysokości 100 złotych wyrwała go ze szponów śmierci.

Z kolei inny hazardzista przez długi czas bawił wszystkich historią o tym, jak to przez skakanie głową w dół byłby się utopił.
Otóż, zaraz po tym, jak wyrzucono go z firmy za malwersacje i po przegraniu resztek tychże pieniędzy upił się z rozpaczy po czym ruszył w stronę krakowskiego Kopca Kościuszki.
Jego samobójstwo miało mieć konkretny wymiar. W czasie drogi zaplanował je jako rzucenie się głową w dół. Nie nogami albo bokiem tylko zdecydowanie głową w dół . Liczył bowiem na natychmiastową śmierć wskutek skręcenia karku. Był tak zamyślony i zafrapowany własnym planem, że potknął się i wpadł w objęcia niemrawo płynącej obok Błoń rzeczki Rudawy .I byłby się wnet utopił. A wody nienawidził od dzieciństwa. To go tak wkurzyło, że odstąpił od zamiaru samobójstwa . Zmoknięty i zmarznięty pobiegł do domu , by się przebrać. Do kasyna wszedł rozpromieniony , bo woda również otrzeźwiła go na tyle, że przypomniał sobie o obrączce ślubnej, którą miał na palcu. Nie wszystko zatem było stracone. Obrączkę natychmiast sprzedał lichwiarzom ,po czym przystąpił do gry w pokera.
-przez to francowate skakanie byłbym się utopił- żalił się potem przy każdej okazji bawiąc wszystkich do łez swoją bądź co bądź tragiczną historią.

(A ja – Isia – razem z nim szłam i nie powiem , ale lekko go trąciłam, żeby do tej wody – Rudawy wpadł. ” „Kareta” dziś przepraszam, ale wiedz, że jakby co,  to ja jeszcze raz to zrobię…)

Do niezwykle „zabawnych” należała też tragiczna historia niedoszłego samobójcy zwanego „Sznurówką”. Otóż, hazardzista ten po przegraniu pożyczki, którą zaciągnął na spłacenie innej, postanowił się powiesić na sznurówkach od własnych butów. Nachylony, zaczepił sznurówki na klamce u drzwi, oplątał wkoło szyi, po czym kucnął. Drzwi nie wytrzymały ciężaru jego ciała i wypadły z zawiasów. Wielka, szklana szyba wprawiona w drzwi dotkliwie pocięła niedoszłego wisielca. W szpitalu założono mu 87 szwów i kiedy zjawił się po paru dniach w kasynie wyglądał jak Frankenstain. Godzinami opowiadał wszystkim, jak rozbita szyba uratowała mu życie i że jest to niewątpliwie znak od Boga, iż jeszcze czeka go wielka wygrana i nie czas na umieranie.

 

 Isia

 

Dla mnie do przemyślenia:

nałogowego gracza ????????? ZASTANOWIĆ SIĘ !!!!!!!!!!!!

podjęcia leczenia i zaprzestania gry ????????????????

nałogowy hazardzista ????????????????